niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział 3: ''Nigdy nie chciałam mieć dziecka''

Obudziłam się rano, moją głowę przeszył nieprzyjemny ból. Chciałam się poruszyć ale nie mogłam, dopiero teraz uświadomiłam sobie, co działo się wczoraj. Leżałam głową opartą o ramię Louisa, spałam między jego nogami do tego dziwi były otwarte a na laptopie leżała jakaś kartka. Szturchnęłam lekko chłopaka w bok a ten się ockną, pod brudkiem wskazałam na konsole. Brunet wstał i przeczytał, spojrzał na mnie z wystraszoną miną i znów przeczytał teks, tym razem na głos.
-Nie jest dobrze...cytuję:''Ashley! Jak się obudzisz to natychmiast z tym chłopakiem i resztą zespołu oraz Torii do mnie do domu!!! Margaret''-Szybko wstałam i spojrzałam na telefon, nie było zasięgu, mój chłopak miał tak samo. Szybko wyszliśmy, była 10.00 więc wytwórnia od dawana jest otwarta. Na zewnątrz budynku szybko zadzwoniłam po Torii a Louis po chłopaków. Umówiliśmy się pod wytwórnią, długo na nich nie czekaliśmy. Opowiedzieliśmy co się stało, i o kartce od mojej mamy. Pobiegliśmy do mnie do domu. Weszliśmy a w salonie czekała na nas Margaret, Simons i Cerbi z jakąś płytą.
-Macie mi coś do powiedzenia?-Zapytała matka. Z Louisem wymieniliśmy zdziwione spojrzenia, Margaret dodała-Zapomnieliście, że w studiu są kamery-Cerbi załadował płytę do laptopa i wszyscy musieliśmy oglądać wideo jak ja i mój chłopak jesteśmy sami w studiu, począwszy od momentu gdy do niego weszłam, aż gdy zasnęliśmy. Film się skończył. Moja rodzicielka spojrzała na mnie surowo, podeszła i z mordem w oczach wycedziła zjadliwym tonem, przez zaciśnięte zęby.
-Wiesz co myślę o chłopakach prawda? Masz zakaz spotykania się z One Direction i Torii! Do odwołania-Zacisnęłam pięść z gniewu, spuściłam głowę, a z oczu popłynęły ciężkie łzy.
-Dlaczego-Wyszeptałam. Margaret odwróciła się w moją stronę-Dlaczego...nie mogę...cieszyć się życiem z osobą, którą kocham?-Mój głos przybrał niebezpiecznego tonu, jednak nadal był zniżony do szeptu. Matka nic nie mówiła więc krzyknęłam unosząc głowę-Odpowiadaj!
-Zamknij się-Wytrzeszczyłam na nią oczy ze zdumienia. Stała do mnie odwrócona tyłem i drżała z gniewu, ręce zacisnęła w pięści.-Nie będę z tobą na ten temat dyskutować
-Zamknij się tak? HA! Mam być cicho bo nie chcesz mi powiedzieć prawdy?-Warknęłam. Matka odwróciła się do mnie i krzyknęła
-Nigdy nie chciałam mieć dziecka! Jesteś zwykłą wpadką-Nogi zrobiły mi się jak z waty, ciemność przysłoniła jasność dnia. Poczułam jak upadam, ostatnie tchnienie i już jestem w nicości. Strach, ból, cierpienie. Tylko tyle da się czuć w nicości. Szaleńcze opętanie za włada tobą w szybkim tempie. Ciężko jest myśleć o czymś przyjemnym gdy możesz w ciemności spotkać swego twórcę. Jednak nie...ciemność się rozprasza, zimno panujące tam odchodzi, nagle pojawia się jasność. Widzę jasne, białe ściany. Wszystko jest białe no może z wyjątkiem ludzi którzy patrzą na mnie z niecierpliwością.
                                                                    Oczami Harrego
Czekaliśmy aż Ashley się obudzi. Był to wielki koszmar, jej matka powiedziała, że Ashley jest niechcianym dzieckiem. Na samą myśl się wzdrygnąłem, szkoda mi jej było. Nagle na białym, metalowym łóżku w szpitalu poruszyła się blondynka.
-Co..co się stało?-Wymamrotała. Torii jej wszystko opowiedziała. Evans miała wyjść jeszcze tego dnia, jeśli się obudzi. Louis i Zayn poszli po pielęgniarkę i doktora. Po chwili do sali weszła matka Ashley. Chciała, żeby ona i dziewczyna zostały same, jednak cała nasza grupa nie drgnęła z miejsca. Dopiero po chwili wstaliśmy i stanęliśmy obok łóżka blondynki.
-Czego chcesz?-Warknęła Ashley. Margaret westchnęła i powiedziała bawiąc się nerwowo palcami
-Chciałam ci powiedzieć, że masz wynosić się z mojego domu...i nigdy nie wracać, nie obchodzi mnie co się z tobą stanie-Chciała odejść ale wtedy wszyscy usłyszeliśmy głos Liama, spojrzałem na niego.Chłopak kurczowo zaciskał dłonie na swojej bluzie.
-Jak możesz...Jak możesz tak mówić o własnej córce?-Przez chwilę się zastanawiała ale potem odrzekła
-Ja już nie mam córki-Wyszła zostawiając nas samych. Chciałem pocieszyć jakoś Ashley i widziałam, że reszta chce zrobić to samo, ale nagle niebiesko oka powiedziała.
-Torii...skoro masz jutro urodziny mam dla ciebie świetny prezent! Przeprowadzam się do ciebie!-Wcale nie płakała wręcz przeciwnie, była zadowolona. Dziewczyny zaczęły dyskutować na temat wyprowadzki a ja wyszedłem na korytarz. Zastanawiałem się co kupić mojej dziewczynie na urodziny. Postanowiłem, że po prostu się jej o to spytam. Wtedy pojawił się Louis i Zayn oraz blond włosa pielęgniarka i posiwiały doktor. Wszedłem razem z nimi do pokoju.
                                                                     Oczami Ashley.
Gdzieś tak po południu zaczęłam przeprowadzkę do domu mojej rudowłosej koleżanki. Zabranie wszystkich moich, rzeczy poszło szybko. Pod wieczór byłam już zadomowiona u Torii. Właśnie siedziałyśmy razem z chłopakami w salonie. Nagle gdy spokojnie sobie siedziałam czytając książkę, podczas gdy Torii rozmawiała  urodzinach z chłopakami, Louis zabrał mi książkę.
-Oddawaj!-Zażądałam. Chłopak jednak spojrzał na okładkę i powiedział.
-''Eragon'' co to?-Zabrałam mu lekturę z rąk i znów wróciłam do czytania, mruknęłam tylko
-Gdybyś czytał tyle ile ja to byś wiedział-Chłopak prychną pod nosem i powrócił do chłopaków. Gdzieś o 21.20 chłopaki poszli do siebie a ja poszłam spać, nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Jestem dzieckiem wpadką. Nie mogąc dłużej myśleć wpadłam w objęcia Morfeusza.
CDN
OMG! Ale krótkie :/ Ale i tak mam nadzieję, że się podoba :3

1 komentarz:

  1. CUDOWNU ROZDZIAŁ! JAK ZAWSZE KOCHANA!! MASZ TALENT!!

    OdpowiedzUsuń