No siemankooooo! :3 Heheszki <3 Cóż, notki będą trochę nie regularne muszę pozaliczać parę przedmiotów no ale nie o tym chciałam teraz pogadać :D. No więc zmierzam do sedna tej sprawy...OMG, jak to dziwnie brzmi....sedna...sedna...sedna....OKEJ! Ostatnio mam za dużo skojarzeń xD. Dobra! Ogar Zuza! Ogar!
Cóż...chce pogadać o tym, żebyście podsunęli mi czasami jakiś pomysł co chcecie w następnym rozdziale :D. Dzięki od razu za wsparcie I niech każdy kto to czyta wie, że od teraz JEST MOJĄ INTERNETOWĄ RODZINĄ! <333 Całuski dla was :*** Buziaki
P.S. Chcecie czasami jakąś taką notkę, że tzn: OD SERCA ? No wiecie, co nowego u mnie, czym się interesuje i takie tam, taki jakby pamiętnik. Po za tym zrobię zakładkę na blogu pt: ''Informacje dla rodzinki'' gdzie będę specjalnie dla was umieszczać jakieś notki :3 Papatki <3
One Direction Inna Historia
wtorek, 16 kwietnia 2013
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
Rozdział 4: Project X!
Oczami Torii
Obudziłam się rano, poczułam przyjemny zapach z dołu, ktoś właśnie smażył naleśniki. Wiedziałam, że to Ashley...cóż muszę przyznać, że ona robi najlepsze naleśniki na świecie! Zlazłam z łóżka i poszłam się ubrać. Po porannej toalecie zeszłam do kuchni, Ashley siedziała w kuchni przy stole z wielkim stosem naleśników, polanym syropem klonowym. Gdy tylko usiadłam dziewczyna podsunęła mi pod nos jedzenie.
-Wszystkiego najlepszego!-Usłyszałam, jedząc posiłek. Uśmiechnęłam się lekko i wróciłam do jedzenia.Gdy tylko skończyłam naleśniki, Ashley natychmiast zabrała mi talerz i go umyła. Po paru minutach poszłyśmy do wytwórni, tam też chłopaki mieli swoje lokum na ostatnim piętrze. Ja na desce pojechałam na ostatnie piętro, rozwalając po kolei różne rzeczy i wpadając na przechodni. Zobaczyłam, że goni mnie Cerbi, jedne z dziwi przed mną były otwarte więc wjechałam do pokoju. Wpadłam na kogoś, a moja deska wyleciała przez okno. Spostrzegłam, że ten na kogo wpadłam to Harry. Wyciągnęłam rękę w stronę okna, nadal leżąc na podłodze.
-Do mnie moja desko! Chyba jest zepsuta...Wszechmocne przyciąganie...! Tak deska jest zepsuta!-Wstałam i strzepałam jakieś paprochy z mojej bluzki. Styles śmiał się ze mnie. Powiedział tłumiąc chichot
-''Do mnie moja desko''? ''Wszechmocne przyciąganie''? Serio Torii? Serio?-Obrzuciłam go piorunującym spojrzeniem i powiedziałam lekko się denerwując
-Nigdy nie oglądałeś Naruto?!-Harry znów wybuchną śmiechem. Myślałam, że go uderzę.
-Nie? Ja byłem normalny!
-Powinnam się za to obrazić! Albo cię kopnąć!-Odgryzłam się. Loczek uniósł ręce nad głowę i powiedział.
-Proszę nie bij! Wiem, że masz czarny pas karate!-Skąd on może to wiedzieć?! Ach no tak...
-ASHLEY!-Krzyknęłam w niebo głosy. Zrezygnowana usiadłam na jednym z pięciu łóżek w apartamencie. Rozejrzałam się po olbrzymim pokoju, Harry usiadł obok mnie i się przytulił.
-Sto lat, moja kochana-Powiedział po czym pocałował mnie w czoło. Wtedy weszli wszyscy. Liam, Louis, Zayn, Niall i Ashley. Ustawili wielki stos prezentów na łóżku Harrego i zaśpiewali mi ''sto lat''. Po chwili przyszedł jakiś gościu...sama nie wiem kto to był i przywiózł na wózku tort...w kształcie płyty winylowej? Mniejsza o to, rzuciłam się na ciasto jak opętana, nie moja wina, że lubię torciki. Przez przypadek popchnęłam Harrego tak, że wpadł na tort. Loczek wstał, a ja palcem starłam lukier z jego policzka i polizałam.
-Nie najgorzej-Przyznałam. Wszyscy wybuchli śmiechem. Po chwili dodałam-Przynajmniej jesteś słodki jak cukier
-Nawet bez tego jestem słodki!-Zagotował się. Razem z chłopakiem poszliśmy do łazienki. Loczek przemył twarz wodą. Powiedział trzepiąc głową na lewo i prawo, rozbryzgując przy tym wodę niczym pies.
-Posłuchaj Torii...niedawno....no...napadł mnie Zack i zagroził, że coś ci się stanie, jeśli zobaczy nas razem-Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Stałam jak osłupiała, po chwili przytuliłam się do chłopaka.
-Proszę...nie rozmawiajmy teraz o tym i wróćmy do reszty-Bezceremonialnie się zgodził i ruszyliśmy do wyjścia. Przyszła pora na otwieranie prezentów. Pierwszy był od Ashley, nowa deska! Stara była już dość popękana, po za tym wyleciała przez okno. Od chłopaków bilet dla całej naszej siódemki do Japonii! Zawsze marzyłam, żeby tam pojechać! Uściskałam wszystkich po kolei, nie obyło się bez całusa dla mojego chłopaka. Parę godzin później wesoła poszłam do domu. A moja przyjaciółka została jeszcze.
Oczami Ashley
Wiedziałam, że Torii spodobają się bilety, zawsze o tym marzyła a chłopaki się złożyli, zresztą za dużo nie musieli przecież są sławni. Kupili jej te bilety! Mieliśmy wyjechać za 2 dni, na całe 2 tygodnie. Też się bardzo z tego cieszyłam, lubiłam Japonię ale chyba tylko ze względy na, niektóre piękne miejsca a przede wszystkim za Mangę i Animę, które mogłabym czytać lub oglądać bez końca.
-Ashley a ty gdzie byś chciała pojechać?-Zapytał Liam siedząc na swoim łóżku, ja z resztą chłopaków siedziałam na podłodze.
-Cóż...hmm...hmm...hmmm...hmmm....hmmm...-Nagle moje ''hymanie'' przerwał Zayn i prawie krzykną
-Jeszcze raz zrobisz to ''HMMM'' a obiecuję, że pożałujesz!-Udałam, że się boje i powiedziałam płaczliwym tonem.
-Aaa! Louis kochanie! On mi grozi!-Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.-No dobra...cóż...ja to bym chyba chciała pojechać do Aberdeen lub Franklin-Wyjaśniłam. Chłopaki patrzyli na mnie lekko zdziwieni.
-CO to niby jest?-Zapytał Liam. Uśmiechnęłam się z ironią i wywróciłam oczami.
-Aberdeen to miejsce narodzenia Kurta Cobaina, Gitarzysty i wokalisty Nirvany! A Franklin to miasto, do którego w wieku 13 lat przeprowadziła się Hayley Williams, czyli Wokalista Paramore! W tym samym mieście powstał ten zespół!-Wykrzyczałam. Chłopaki zaczęli się śmiać, Louis objął mnie ramieniem i powiedział.
-Było od razu mówić, że chcesz poznać Hayls! Znamy już ją od paru dobrych miesięcy, z ostatniego koncertu jak się mijaliśmy, fajna dziewczyna. Mam gdzieś do niej numer...ach! No tak! Akurat jak wrócimy z Japonii to grają koncert u nas w mieście...załatwimy bilety-Powiedział i pocałował mnie w policzek. Wróciłam szczęśliwa do domu, od razu zaczęłam się pakować do wyjazdu, Torii tak samo.
-Cóż...tej imprezy nie nazwałabym ''Project X'' ale i tak było fajnie-Przyznała moja ruda kumpela i mnie przytuliła
CDN
Pisane tak na szybko :p Mam nadzieję, że się spodoba :D Można dodawać komentarze z anonima tylko na dole jak skończycie pisać opinie podpiszcie się
NP: super/ Olka.O
Wiecie chyba o co chodzi nie? :3 Do zobaczonka!!! :3
Obudziłam się rano, poczułam przyjemny zapach z dołu, ktoś właśnie smażył naleśniki. Wiedziałam, że to Ashley...cóż muszę przyznać, że ona robi najlepsze naleśniki na świecie! Zlazłam z łóżka i poszłam się ubrać. Po porannej toalecie zeszłam do kuchni, Ashley siedziała w kuchni przy stole z wielkim stosem naleśników, polanym syropem klonowym. Gdy tylko usiadłam dziewczyna podsunęła mi pod nos jedzenie.
-Wszystkiego najlepszego!-Usłyszałam, jedząc posiłek. Uśmiechnęłam się lekko i wróciłam do jedzenia.Gdy tylko skończyłam naleśniki, Ashley natychmiast zabrała mi talerz i go umyła. Po paru minutach poszłyśmy do wytwórni, tam też chłopaki mieli swoje lokum na ostatnim piętrze. Ja na desce pojechałam na ostatnie piętro, rozwalając po kolei różne rzeczy i wpadając na przechodni. Zobaczyłam, że goni mnie Cerbi, jedne z dziwi przed mną były otwarte więc wjechałam do pokoju. Wpadłam na kogoś, a moja deska wyleciała przez okno. Spostrzegłam, że ten na kogo wpadłam to Harry. Wyciągnęłam rękę w stronę okna, nadal leżąc na podłodze.
-Do mnie moja desko! Chyba jest zepsuta...Wszechmocne przyciąganie...! Tak deska jest zepsuta!-Wstałam i strzepałam jakieś paprochy z mojej bluzki. Styles śmiał się ze mnie. Powiedział tłumiąc chichot
-''Do mnie moja desko''? ''Wszechmocne przyciąganie''? Serio Torii? Serio?-Obrzuciłam go piorunującym spojrzeniem i powiedziałam lekko się denerwując
-Nigdy nie oglądałeś Naruto?!-Harry znów wybuchną śmiechem. Myślałam, że go uderzę.
-Nie? Ja byłem normalny!
-Powinnam się za to obrazić! Albo cię kopnąć!-Odgryzłam się. Loczek uniósł ręce nad głowę i powiedział.
-Proszę nie bij! Wiem, że masz czarny pas karate!-Skąd on może to wiedzieć?! Ach no tak...
-ASHLEY!-Krzyknęłam w niebo głosy. Zrezygnowana usiadłam na jednym z pięciu łóżek w apartamencie. Rozejrzałam się po olbrzymim pokoju, Harry usiadł obok mnie i się przytulił.
-Sto lat, moja kochana-Powiedział po czym pocałował mnie w czoło. Wtedy weszli wszyscy. Liam, Louis, Zayn, Niall i Ashley. Ustawili wielki stos prezentów na łóżku Harrego i zaśpiewali mi ''sto lat''. Po chwili przyszedł jakiś gościu...sama nie wiem kto to był i przywiózł na wózku tort...w kształcie płyty winylowej? Mniejsza o to, rzuciłam się na ciasto jak opętana, nie moja wina, że lubię torciki. Przez przypadek popchnęłam Harrego tak, że wpadł na tort. Loczek wstał, a ja palcem starłam lukier z jego policzka i polizałam.
-Nie najgorzej-Przyznałam. Wszyscy wybuchli śmiechem. Po chwili dodałam-Przynajmniej jesteś słodki jak cukier
-Nawet bez tego jestem słodki!-Zagotował się. Razem z chłopakiem poszliśmy do łazienki. Loczek przemył twarz wodą. Powiedział trzepiąc głową na lewo i prawo, rozbryzgując przy tym wodę niczym pies.
-Posłuchaj Torii...niedawno....no...napadł mnie Zack i zagroził, że coś ci się stanie, jeśli zobaczy nas razem-Nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Stałam jak osłupiała, po chwili przytuliłam się do chłopaka.
-Proszę...nie rozmawiajmy teraz o tym i wróćmy do reszty-Bezceremonialnie się zgodził i ruszyliśmy do wyjścia. Przyszła pora na otwieranie prezentów. Pierwszy był od Ashley, nowa deska! Stara była już dość popękana, po za tym wyleciała przez okno. Od chłopaków bilet dla całej naszej siódemki do Japonii! Zawsze marzyłam, żeby tam pojechać! Uściskałam wszystkich po kolei, nie obyło się bez całusa dla mojego chłopaka. Parę godzin później wesoła poszłam do domu. A moja przyjaciółka została jeszcze.
Oczami Ashley
Wiedziałam, że Torii spodobają się bilety, zawsze o tym marzyła a chłopaki się złożyli, zresztą za dużo nie musieli przecież są sławni. Kupili jej te bilety! Mieliśmy wyjechać za 2 dni, na całe 2 tygodnie. Też się bardzo z tego cieszyłam, lubiłam Japonię ale chyba tylko ze względy na, niektóre piękne miejsca a przede wszystkim za Mangę i Animę, które mogłabym czytać lub oglądać bez końca.
-Ashley a ty gdzie byś chciała pojechać?-Zapytał Liam siedząc na swoim łóżku, ja z resztą chłopaków siedziałam na podłodze.
-Cóż...hmm...hmm...hmmm...hmmm....hmmm...-Nagle moje ''hymanie'' przerwał Zayn i prawie krzykną
-Jeszcze raz zrobisz to ''HMMM'' a obiecuję, że pożałujesz!-Udałam, że się boje i powiedziałam płaczliwym tonem.
-Aaa! Louis kochanie! On mi grozi!-Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.-No dobra...cóż...ja to bym chyba chciała pojechać do Aberdeen lub Franklin-Wyjaśniłam. Chłopaki patrzyli na mnie lekko zdziwieni.
-CO to niby jest?-Zapytał Liam. Uśmiechnęłam się z ironią i wywróciłam oczami.
-Aberdeen to miejsce narodzenia Kurta Cobaina, Gitarzysty i wokalisty Nirvany! A Franklin to miasto, do którego w wieku 13 lat przeprowadziła się Hayley Williams, czyli Wokalista Paramore! W tym samym mieście powstał ten zespół!-Wykrzyczałam. Chłopaki zaczęli się śmiać, Louis objął mnie ramieniem i powiedział.
-Było od razu mówić, że chcesz poznać Hayls! Znamy już ją od paru dobrych miesięcy, z ostatniego koncertu jak się mijaliśmy, fajna dziewczyna. Mam gdzieś do niej numer...ach! No tak! Akurat jak wrócimy z Japonii to grają koncert u nas w mieście...załatwimy bilety-Powiedział i pocałował mnie w policzek. Wróciłam szczęśliwa do domu, od razu zaczęłam się pakować do wyjazdu, Torii tak samo.
-Cóż...tej imprezy nie nazwałabym ''Project X'' ale i tak było fajnie-Przyznała moja ruda kumpela i mnie przytuliła
CDN
Pisane tak na szybko :p Mam nadzieję, że się spodoba :D Można dodawać komentarze z anonima tylko na dole jak skończycie pisać opinie podpiszcie się
NP: super/ Olka.O
Wiecie chyba o co chodzi nie? :3 Do zobaczonka!!! :3
niedziela, 7 kwietnia 2013
Rozdział 3: ''Nigdy nie chciałam mieć dziecka''
Obudziłam się rano, moją głowę przeszył nieprzyjemny ból. Chciałam się poruszyć ale nie mogłam, dopiero teraz uświadomiłam sobie, co działo się wczoraj. Leżałam głową opartą o ramię Louisa, spałam między jego nogami do tego dziwi były otwarte a na laptopie leżała jakaś kartka. Szturchnęłam lekko chłopaka w bok a ten się ockną, pod brudkiem wskazałam na konsole. Brunet wstał i przeczytał, spojrzał na mnie z wystraszoną miną i znów przeczytał teks, tym razem na głos.
-Nie jest dobrze...cytuję:''Ashley! Jak się obudzisz to natychmiast z tym chłopakiem i resztą zespołu oraz Torii do mnie do domu!!! Margaret''-Szybko wstałam i spojrzałam na telefon, nie było zasięgu, mój chłopak miał tak samo. Szybko wyszliśmy, była 10.00 więc wytwórnia od dawana jest otwarta. Na zewnątrz budynku szybko zadzwoniłam po Torii a Louis po chłopaków. Umówiliśmy się pod wytwórnią, długo na nich nie czekaliśmy. Opowiedzieliśmy co się stało, i o kartce od mojej mamy. Pobiegliśmy do mnie do domu. Weszliśmy a w salonie czekała na nas Margaret, Simons i Cerbi z jakąś płytą.
-Macie mi coś do powiedzenia?-Zapytała matka. Z Louisem wymieniliśmy zdziwione spojrzenia, Margaret dodała-Zapomnieliście, że w studiu są kamery-Cerbi załadował płytę do laptopa i wszyscy musieliśmy oglądać wideo jak ja i mój chłopak jesteśmy sami w studiu, począwszy od momentu gdy do niego weszłam, aż gdy zasnęliśmy. Film się skończył. Moja rodzicielka spojrzała na mnie surowo, podeszła i z mordem w oczach wycedziła zjadliwym tonem, przez zaciśnięte zęby.
-Wiesz co myślę o chłopakach prawda? Masz zakaz spotykania się z One Direction i Torii! Do odwołania-Zacisnęłam pięść z gniewu, spuściłam głowę, a z oczu popłynęły ciężkie łzy.
-Dlaczego-Wyszeptałam. Margaret odwróciła się w moją stronę-Dlaczego...nie mogę...cieszyć się życiem z osobą, którą kocham?-Mój głos przybrał niebezpiecznego tonu, jednak nadal był zniżony do szeptu. Matka nic nie mówiła więc krzyknęłam unosząc głowę-Odpowiadaj!
-Zamknij się-Wytrzeszczyłam na nią oczy ze zdumienia. Stała do mnie odwrócona tyłem i drżała z gniewu, ręce zacisnęła w pięści.-Nie będę z tobą na ten temat dyskutować
-Zamknij się tak? HA! Mam być cicho bo nie chcesz mi powiedzieć prawdy?-Warknęłam. Matka odwróciła się do mnie i krzyknęła
-Nigdy nie chciałam mieć dziecka! Jesteś zwykłą wpadką-Nogi zrobiły mi się jak z waty, ciemność przysłoniła jasność dnia. Poczułam jak upadam, ostatnie tchnienie i już jestem w nicości. Strach, ból, cierpienie. Tylko tyle da się czuć w nicości. Szaleńcze opętanie za włada tobą w szybkim tempie. Ciężko jest myśleć o czymś przyjemnym gdy możesz w ciemności spotkać swego twórcę. Jednak nie...ciemność się rozprasza, zimno panujące tam odchodzi, nagle pojawia się jasność. Widzę jasne, białe ściany. Wszystko jest białe no może z wyjątkiem ludzi którzy patrzą na mnie z niecierpliwością.
Oczami Harrego
Czekaliśmy aż Ashley się obudzi. Był to wielki koszmar, jej matka powiedziała, że Ashley jest niechcianym dzieckiem. Na samą myśl się wzdrygnąłem, szkoda mi jej było. Nagle na białym, metalowym łóżku w szpitalu poruszyła się blondynka.
-Co..co się stało?-Wymamrotała. Torii jej wszystko opowiedziała. Evans miała wyjść jeszcze tego dnia, jeśli się obudzi. Louis i Zayn poszli po pielęgniarkę i doktora. Po chwili do sali weszła matka Ashley. Chciała, żeby ona i dziewczyna zostały same, jednak cała nasza grupa nie drgnęła z miejsca. Dopiero po chwili wstaliśmy i stanęliśmy obok łóżka blondynki.
-Czego chcesz?-Warknęła Ashley. Margaret westchnęła i powiedziała bawiąc się nerwowo palcami
-Chciałam ci powiedzieć, że masz wynosić się z mojego domu...i nigdy nie wracać, nie obchodzi mnie co się z tobą stanie-Chciała odejść ale wtedy wszyscy usłyszeliśmy głos Liama, spojrzałem na niego.Chłopak kurczowo zaciskał dłonie na swojej bluzie.
-Jak możesz...Jak możesz tak mówić o własnej córce?-Przez chwilę się zastanawiała ale potem odrzekła
-Ja już nie mam córki-Wyszła zostawiając nas samych. Chciałem pocieszyć jakoś Ashley i widziałam, że reszta chce zrobić to samo, ale nagle niebiesko oka powiedziała.
-Torii...skoro masz jutro urodziny mam dla ciebie świetny prezent! Przeprowadzam się do ciebie!-Wcale nie płakała wręcz przeciwnie, była zadowolona. Dziewczyny zaczęły dyskutować na temat wyprowadzki a ja wyszedłem na korytarz. Zastanawiałem się co kupić mojej dziewczynie na urodziny. Postanowiłem, że po prostu się jej o to spytam. Wtedy pojawił się Louis i Zayn oraz blond włosa pielęgniarka i posiwiały doktor. Wszedłem razem z nimi do pokoju.
Oczami Ashley.
Gdzieś tak po południu zaczęłam przeprowadzkę do domu mojej rudowłosej koleżanki. Zabranie wszystkich moich, rzeczy poszło szybko. Pod wieczór byłam już zadomowiona u Torii. Właśnie siedziałyśmy razem z chłopakami w salonie. Nagle gdy spokojnie sobie siedziałam czytając książkę, podczas gdy Torii rozmawiała urodzinach z chłopakami, Louis zabrał mi książkę.
-Oddawaj!-Zażądałam. Chłopak jednak spojrzał na okładkę i powiedział.
-''Eragon'' co to?-Zabrałam mu lekturę z rąk i znów wróciłam do czytania, mruknęłam tylko
-Gdybyś czytał tyle ile ja to byś wiedział-Chłopak prychną pod nosem i powrócił do chłopaków. Gdzieś o 21.20 chłopaki poszli do siebie a ja poszłam spać, nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Jestem dzieckiem wpadką. Nie mogąc dłużej myśleć wpadłam w objęcia Morfeusza.
CDN
OMG! Ale krótkie :/ Ale i tak mam nadzieję, że się podoba :3
-Nie jest dobrze...cytuję:''Ashley! Jak się obudzisz to natychmiast z tym chłopakiem i resztą zespołu oraz Torii do mnie do domu!!! Margaret''-Szybko wstałam i spojrzałam na telefon, nie było zasięgu, mój chłopak miał tak samo. Szybko wyszliśmy, była 10.00 więc wytwórnia od dawana jest otwarta. Na zewnątrz budynku szybko zadzwoniłam po Torii a Louis po chłopaków. Umówiliśmy się pod wytwórnią, długo na nich nie czekaliśmy. Opowiedzieliśmy co się stało, i o kartce od mojej mamy. Pobiegliśmy do mnie do domu. Weszliśmy a w salonie czekała na nas Margaret, Simons i Cerbi z jakąś płytą.
-Macie mi coś do powiedzenia?-Zapytała matka. Z Louisem wymieniliśmy zdziwione spojrzenia, Margaret dodała-Zapomnieliście, że w studiu są kamery-Cerbi załadował płytę do laptopa i wszyscy musieliśmy oglądać wideo jak ja i mój chłopak jesteśmy sami w studiu, począwszy od momentu gdy do niego weszłam, aż gdy zasnęliśmy. Film się skończył. Moja rodzicielka spojrzała na mnie surowo, podeszła i z mordem w oczach wycedziła zjadliwym tonem, przez zaciśnięte zęby.
-Wiesz co myślę o chłopakach prawda? Masz zakaz spotykania się z One Direction i Torii! Do odwołania-Zacisnęłam pięść z gniewu, spuściłam głowę, a z oczu popłynęły ciężkie łzy.
-Dlaczego-Wyszeptałam. Margaret odwróciła się w moją stronę-Dlaczego...nie mogę...cieszyć się życiem z osobą, którą kocham?-Mój głos przybrał niebezpiecznego tonu, jednak nadal był zniżony do szeptu. Matka nic nie mówiła więc krzyknęłam unosząc głowę-Odpowiadaj!
-Zamknij się-Wytrzeszczyłam na nią oczy ze zdumienia. Stała do mnie odwrócona tyłem i drżała z gniewu, ręce zacisnęła w pięści.-Nie będę z tobą na ten temat dyskutować
-Zamknij się tak? HA! Mam być cicho bo nie chcesz mi powiedzieć prawdy?-Warknęłam. Matka odwróciła się do mnie i krzyknęła
-Nigdy nie chciałam mieć dziecka! Jesteś zwykłą wpadką-Nogi zrobiły mi się jak z waty, ciemność przysłoniła jasność dnia. Poczułam jak upadam, ostatnie tchnienie i już jestem w nicości. Strach, ból, cierpienie. Tylko tyle da się czuć w nicości. Szaleńcze opętanie za włada tobą w szybkim tempie. Ciężko jest myśleć o czymś przyjemnym gdy możesz w ciemności spotkać swego twórcę. Jednak nie...ciemność się rozprasza, zimno panujące tam odchodzi, nagle pojawia się jasność. Widzę jasne, białe ściany. Wszystko jest białe no może z wyjątkiem ludzi którzy patrzą na mnie z niecierpliwością.
Oczami Harrego
Czekaliśmy aż Ashley się obudzi. Był to wielki koszmar, jej matka powiedziała, że Ashley jest niechcianym dzieckiem. Na samą myśl się wzdrygnąłem, szkoda mi jej było. Nagle na białym, metalowym łóżku w szpitalu poruszyła się blondynka.
-Co..co się stało?-Wymamrotała. Torii jej wszystko opowiedziała. Evans miała wyjść jeszcze tego dnia, jeśli się obudzi. Louis i Zayn poszli po pielęgniarkę i doktora. Po chwili do sali weszła matka Ashley. Chciała, żeby ona i dziewczyna zostały same, jednak cała nasza grupa nie drgnęła z miejsca. Dopiero po chwili wstaliśmy i stanęliśmy obok łóżka blondynki.
-Czego chcesz?-Warknęła Ashley. Margaret westchnęła i powiedziała bawiąc się nerwowo palcami
-Chciałam ci powiedzieć, że masz wynosić się z mojego domu...i nigdy nie wracać, nie obchodzi mnie co się z tobą stanie-Chciała odejść ale wtedy wszyscy usłyszeliśmy głos Liama, spojrzałem na niego.Chłopak kurczowo zaciskał dłonie na swojej bluzie.
-Jak możesz...Jak możesz tak mówić o własnej córce?-Przez chwilę się zastanawiała ale potem odrzekła
-Ja już nie mam córki-Wyszła zostawiając nas samych. Chciałem pocieszyć jakoś Ashley i widziałam, że reszta chce zrobić to samo, ale nagle niebiesko oka powiedziała.
-Torii...skoro masz jutro urodziny mam dla ciebie świetny prezent! Przeprowadzam się do ciebie!-Wcale nie płakała wręcz przeciwnie, była zadowolona. Dziewczyny zaczęły dyskutować na temat wyprowadzki a ja wyszedłem na korytarz. Zastanawiałem się co kupić mojej dziewczynie na urodziny. Postanowiłem, że po prostu się jej o to spytam. Wtedy pojawił się Louis i Zayn oraz blond włosa pielęgniarka i posiwiały doktor. Wszedłem razem z nimi do pokoju.
Oczami Ashley.
Gdzieś tak po południu zaczęłam przeprowadzkę do domu mojej rudowłosej koleżanki. Zabranie wszystkich moich, rzeczy poszło szybko. Pod wieczór byłam już zadomowiona u Torii. Właśnie siedziałyśmy razem z chłopakami w salonie. Nagle gdy spokojnie sobie siedziałam czytając książkę, podczas gdy Torii rozmawiała urodzinach z chłopakami, Louis zabrał mi książkę.
-Oddawaj!-Zażądałam. Chłopak jednak spojrzał na okładkę i powiedział.
-''Eragon'' co to?-Zabrałam mu lekturę z rąk i znów wróciłam do czytania, mruknęłam tylko
-Gdybyś czytał tyle ile ja to byś wiedział-Chłopak prychną pod nosem i powrócił do chłopaków. Gdzieś o 21.20 chłopaki poszli do siebie a ja poszłam spać, nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Jestem dzieckiem wpadką. Nie mogąc dłużej myśleć wpadłam w objęcia Morfeusza.
CDN
OMG! Ale krótkie :/ Ale i tak mam nadzieję, że się podoba :3
piątek, 5 kwietnia 2013
Rozdział 2: Za drzwiami.
Koło 18.00 byłam w domu, gdy tam się tylko znalazłam zobaczyłam, że moja mama ubiera się...tak jakoś ładnie! Czerwona sukienka, pofalowała włosy i zrobiła dość ładny makijaż.
-Mamo...? Czy ktoś się żeni?-Spytałam uśmiechając się. Mama popatrzyła na mnie z politowaniem i powiedziała.
-Wychodzę na randkę, a jak chłopaki z One Direction?-Co?! Mama wychodzi?! I to na randkę?! To musi być tylko sen.
-Mamo...ty i randka? To tak jak ja i chłopak!-Krzyknęłam. Margaret pokręciła głową i powiedziała
-Wychodzę z Simonse, wrócę późno...no a jak 1D fajni są?
-Dobra, dobra możesz iść...no oni są sympatyczni zwłaszcza taki jeden-Za późno ugryzłam się w język. Moja rodzicielka odwróciła się i spojrzała na mnie z złością.
-Wiesz co myślę o chłopakach prawda?! Cóż...dobra, na stole zostawię ci kluczyki od sali w której dzisiaj byłaś, weź papiery z tej małej sali z mikrofonem, za tą szybą wiesz chyba o co mi chodzi? Tylko uważaj bo klamka może wypaść. Ide pa!-Krzyknęła i wyszła. Matka chce, żebym weszła za lustro weneckie, jak jest się za nim to nic nie słyszy się z zewnątrz ani nie widzi. Poszłam do mojego pokoju. Wzięłam gitarę leżącą na moim łóżku usiadłam i zaczęłam grać. Wymyśliłam kiedyś własną piosenkę, pamiętałam zawsze do niej akordy. Jednak teraz nie mogłam się skupić, ciągle się myliłam. Postanowiłam jeszcze dzisiaj pójść po papiery do studia chłopaków, wytwórnia automatycznie zamyka się o 20.00 na zatrzaski. Ubrałam trampki, i dodatkowo założyłam skórzaną kurtkę bo pomyślałam, że może być chłodno. Wzięłam kluczyki do studia i szybko pobiegłam do budynku. Mięło parę minut, w biegu spotkałam Cerbiego powiedział, żebym uważała i wyszła przed 20.00. Oczywiście posłuchałam jego polecenia, szybko pomknęłam do windy i już po chwili byłam na 8 piętrze. Przebiegłam przez korytarz jak gepardzica i weszłam do studia. Gdy zamknęłam dziwi coś za mną brzdęknęło ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Poszłam za lustro weneckie i chciałam wziąć papiery ale coś mnie powstrzymało. W sali panował pół mrok ale i tak dostrzegłam leżącą pod krzesłem gitarę akustyczną. Nigdy na takiej nie grałam, zawsze miałam tylko klasyczną. Usiadłam na stołku i zagrałam ''moją'' melodię. Wtedy ktoś wszedł do studia nagrań...
-Mamo...? Czy ktoś się żeni?-Spytałam uśmiechając się. Mama popatrzyła na mnie z politowaniem i powiedziała.
-Wychodzę na randkę, a jak chłopaki z One Direction?-Co?! Mama wychodzi?! I to na randkę?! To musi być tylko sen.
-Mamo...ty i randka? To tak jak ja i chłopak!-Krzyknęłam. Margaret pokręciła głową i powiedziała
-Wychodzę z Simonse, wrócę późno...no a jak 1D fajni są?
-Dobra, dobra możesz iść...no oni są sympatyczni zwłaszcza taki jeden-Za późno ugryzłam się w język. Moja rodzicielka odwróciła się i spojrzała na mnie z złością.
-Wiesz co myślę o chłopakach prawda?! Cóż...dobra, na stole zostawię ci kluczyki od sali w której dzisiaj byłaś, weź papiery z tej małej sali z mikrofonem, za tą szybą wiesz chyba o co mi chodzi? Tylko uważaj bo klamka może wypaść. Ide pa!-Krzyknęła i wyszła. Matka chce, żebym weszła za lustro weneckie, jak jest się za nim to nic nie słyszy się z zewnątrz ani nie widzi. Poszłam do mojego pokoju. Wzięłam gitarę leżącą na moim łóżku usiadłam i zaczęłam grać. Wymyśliłam kiedyś własną piosenkę, pamiętałam zawsze do niej akordy. Jednak teraz nie mogłam się skupić, ciągle się myliłam. Postanowiłam jeszcze dzisiaj pójść po papiery do studia chłopaków, wytwórnia automatycznie zamyka się o 20.00 na zatrzaski. Ubrałam trampki, i dodatkowo założyłam skórzaną kurtkę bo pomyślałam, że może być chłodno. Wzięłam kluczyki do studia i szybko pobiegłam do budynku. Mięło parę minut, w biegu spotkałam Cerbiego powiedział, żebym uważała i wyszła przed 20.00. Oczywiście posłuchałam jego polecenia, szybko pomknęłam do windy i już po chwili byłam na 8 piętrze. Przebiegłam przez korytarz jak gepardzica i weszłam do studia. Gdy zamknęłam dziwi coś za mną brzdęknęło ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Poszłam za lustro weneckie i chciałam wziąć papiery ale coś mnie powstrzymało. W sali panował pół mrok ale i tak dostrzegłam leżącą pod krzesłem gitarę akustyczną. Nigdy na takiej nie grałam, zawsze miałam tylko klasyczną. Usiadłam na stołku i zagrałam ''moją'' melodię. Wtedy ktoś wszedł do studia nagrań...
Oczami Louisa
Musiałem się wrócić po moją gitarę, którą zostawiłem w studiu. Gdy tylko znalazłem się przed drzwiami usłyszałem jakąś nieznaną mi melodią na gitarze. *Pewnie któryś z chłopaków* pomyślałem i wszedłem do środka. Przeszedłem przez pokój z kontrolkami, laptopem i innymi rupieciami i wszedłem do ''właściwego'' studia. Od razu zamarłem, to nie był żaden chłopak z naszego zespołu tylko Ashley! Ona potrafi grać na gitarze? Dziwne nic nie wspominała. Blondyna od razu jak mnie zobaczyła spłonęła rumieńcem i upuściła moją gitarę. Podszedłem do niej i spojrzałem jak łzy zachodzą jej za oczy, zrezygnowany usiadłem obok stołka na ziemi i chwyciłem gitarę w ręce, podałem je Evans i powiedziałem cicho.
-Proszę zagraj to jeszcze raz-Spojrzała na mnie swymi pięknymi niebieskimi, jak atrament oczami i zaczęła grać melodię. Teraz brzmiała zupełnie nie jak ta melodia sprzed paru chwil. Położyłem rękę na jej ramieniu delikatnie ocierając opuszkami palców jej szyję, był to przypadek ale spodobało mi się jak ona na to zareagowała. Ashely zadrżała na całym ciele, dlaczego ona tak reaguje na mnie?!
-Spokojnie Ashley...chyba nie możesz się skupić prawda?-Zapytałem. Blondynka odwróciła głowę w moją stronę i zaczęła ale jej przerwałem
-Ja...
-To przeze mnie?-Wytrzeszczyła na mnie oczy i szybko uciekła wzrokiem gdzie indziej. Wstałem i objąłem ją od tyłu zatrzymując dłonie na jej dłoniach. Zsunąłem się delikatnie do tyłu, tak żeby dziewczyna usiadła mi na kolanach, na podłodze. Twarz położyłem na jej ramieniu, operowałem jej palcami jakby była bezwładną marionetką. Zacząłem razem z nią grać wpierw zwykłe akordy a potem ona przejęła kontrolę i zamieniła układ dłoni. Teraz ja szarpałem za struny i tworzyłem akordy a ona sterowała moimi rękami, żebym grał melodie jaką przedtem ona zagrała. Spodobało mi się to, że Ashley kiedy gra jest sobą. Nagle dziewczyna puściła moje dłonie i położyła je na swoich kolanach. Odłożyłem gitarę na bok i spytałem.
-Coś się stało?-Pokręciła głową i wstała. Poszedłem za nią do wyjścia, gdy chciała chwycić za klamkę okazało się, że jej nie było! Zobaczyłem ją pod jej stopami, podniosłem i próbowałem wcisnąć w miejsce z, którego wypadła ale na nic! Rozejrzałem się po pomieszczeniu i zobaczyłem, że jedna z rur znajdujących się pod sufitem jest pęknięta.
-Louis...chyba jesteśmy uwięzieni tutaj...co mamy robić?-Spytała prawie, że płacząc. Spojrzałem na nią i chciałem powiedzieć, żeby się nie martwiła, bo jakoś stąd wyjdziemy ale wbrew swojej woli powiedziałem
-Nie wiem co mamy robić...Zaraz...dlaczego ja to powiedziałem?-Spytałem bardziej siebie niż jej. Ashley podniosła na mnie wzrok i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy.
-Gaz prawdy-Szepnęła, zdziwiłem się trochę. Ashley to chyba zauważyła bo dodała-Kiedyś na chemii, pani mówiła, że jeśli z rur wydobędą się odpowiednie pierwiastki to może powstać gaz przez, który ludzie mówią prawdę. Pokręciłem głową i usiadłem pod ścianą, dziewczyna obok mnie.
-Boisz się?-Spytałem. Ona pokręciła głową-Jak to...nie boisz się?
-Nie...bo jesteś tu...to znaczy...ja...och! przeklęty gaz!-Wrzasnęła. Objąłem ją a ona znów zadrgała.
Oczami Harrego
Gdzieś tak o 19.00 podeszłem pod dom Torii, zapukałem, otworzyła mi rudowłosa. Wyglądałacudnie! Włosy upięła frotką zostawiając grzywkę na prawy bok i delikatne pasma po bokach. -Idziemy?-Spytałem uśmiechając się. Torii skinęła głową i oboje ruszyliśmy w stronę parku. Znaleźliśmy pustą ławkę i usiedliśmy na niej. Od razu w oczy rzucił mi się ten oblech Zack. Odkręciłem się w stronę Victorii i powiedziałem. -Torii...mam takie głupie pytanie lubisz mnie?-Spytałem. Przy niej czułem, że mógłbym zrobić wszystko. Dziewczyna lekko się zarumieniła i szepnęła-Tak...nawet bardzo-Uśmiechnąłem się szeroko. Ucieszyło mnie to, że mnie lubi. Delikatnie położyłem jej rękę na policzku. Zdziwiona spojrzała na mnie ale nic nie powiedziała, przybliżyłem się delikatnie. Po chwili byliśmy dość blisko siebie, żeby czuć na skórze swoje oddechy. Jednak nie od razu się pocałowaliśmy, lekko muskaliśmy się wargami. Po chwili Torii pocałowała mnie z uczuciem.
Oczami Ahley
Dlaczego on to robi? Dlaczego mnie przytula? Dlaczego chce być blisko mnie? Tyle myśli kołatało mi się w głowie, jednak po chwili usłyszałam trzaskanie zamków z zewnątrz i już wiedziałam, że jesteśmy zamknięci na cztery spusty. Siedziałam opierając się o ramie Louisa i nie wiedziałam o czym z nim rozmawiać. Lubiłam go ale czy on mnie też? Postanowiłam zapytać, przecież jesteśmy pod gazem prawdy więc czemu nie?
-Louis?-Szepnęłam. Chłopak ockną się, bo chyba przysypiał.
-Tak? O co chodzi?
-Lu...lubisz mnie?-Zająknęłam się. Chłopak przytulił mnie jeszcze mocniej aż nie mogłam oddychać, powiedział.
-Gdyby nie to, że jesteśmy pod działaniem tego cholernego gazu nie powiedziałbym ci tego ale...ja Cię Kocham Ashley-Wyswobodziłam się z jego uścisku i spojrzałam na jego twarz. Położył mi rękę na szyi, zmrużył oczy i zaczął przybliżać swoją twarz do mojej, zrobiłam to samo co on. Przez chwilę poczułam jego ciepły oddech na ustach a już po chwili gorący pocałunek. Olbrzymia chmara motyli poruszyła mi się w brzuchu i chciała wylecieć przez usta. Odsunęliśmy się od siebie, spojrzałam na jego błękitne tęczówki, nie miałam pojęcia jak się zachować.
-Przepraszam...ja nie powinienem...przepraszam-Wyjąkał i odsuną się od mnie bardziej. Westchnęłam i przysunęłam się do niego, oparłam głowę o jego ramię i powiedziałam.
-Nie przepraszaj...Kocham Cię-Wtuliłam się mocniej w niego
-Ashley, chcesz być moją dziewczyną?-Spytał. Wspomogłam się na łokciach i pocałowałam go w policzek-Uznam to za tak-Zaśmiał się. Tak zasnęliśmy.
Oczami Harrego
Po odprowadzeniu mojej dziewczyny Torii udałem się do domu, byłem bliski willi w, której mieszkałem z chłopakami gdy ktoś mnie zatrzymał i popchną na płot. Był to nie kto inny jak Zack.
-Czego chcesz?-Warknąłem. Brunet zaśmiał się i krzykną mi w twarz.
-Trzymaj się od Torii z daleka! Ona jest moja! Jeśli cię z nią zobaczę to jej stanie się krzywda, zobaczysz!-Odszedł zostawiając mnie z mętlikiem w głowie. Zrezygnowany poszedłem dalej do domu. Gdy tylko się tam znalazłem podbiegł do mnie Liam
-Harry! Louis znikną! Powiedział, że idzie do wytwórni bo zostawił tam gitarę a jest już 21.30 więc wytwórnia jest zamknięta, wyszedł po 18.00 i go nie ma! Ja...dzwoniłem do Ashley ale nie odbiera, Louis też. Napisałem do Torii...odpisała, że Ashley też jest w wytwórni!-Krzykną i zaczął krzątać się po holu głównym. Westchnąłem i powiedziałem.
-Słuchaj...jeśli on jest z Ashley to świetnie! A jeśli nie to mamy peszka! Będzie dobrze, zobaczysz-Pocieszyłem go i poszedłem do siebie, do pokoju. Szybko położyłem się do łóżka, jednak nie mogłem spać, ciągle myślałem o tym co mi powiedział Zack i czy Torii nic się nie stanie.
CDN.
I jak? :D
czwartek, 4 kwietnia 2013
Rozdział 1: ''Poznajemy się?''
Dzisiaj wstałam dość wcześnie, na rozkaz mojej ukochanej mamy-Margaret. Z ociągnięciem spojrzałam na zegarek. 8.20 O godzinie 9.30 razem z mamą miałyśmy jakieś spotkanie w jej pracy. W sumie sama chciałam pracować w te wakacje, a mama potrzebowała asystentki przy pracy z jakimś nowym Boysbandem. Już sobie to wyobrażam, paru niewyżytych gości, moja mama i ja. Po prostu super! Matka nie chciała mi zdradzić co to za zespół, po prostu powiedziała: ''Poznasz chłopaków to się dowiesz!'' zawsze kończyła szybko temat. Po chwili wstałam, wybrałam w co się ubrać i poszłam do łazienki. Zrobiłam poranną toaletę i zaczęłam się ubierać. Postanowiłam założyć czerwone rurki w czarną kratkę i do tego czarną bluzkę z krótkim rękawkiem, i siwy przewiewny sweterek zapinany pod biustem. Zrobiłam jeszcze delikatny makijaż i poszłam do swojego pokoju. Schowałam komórkę do kieszeni rurek i poszłam na śniadanie. Oczywiście mojej mamy nie było, zauważyłam tylko mała karteczkę: ''Córuś musiałam wcześniej wyjść, idź do wytwórni i znajdź pana Simonsa on ci wszystko wyjaśni całuski :*'' Ach tak...Pan Simons, uważam, że po śmierci ojca mama powinna sobie kogoś znaleźć ale nikogo nie dopuszczę do niej jeśli nie Simonsa. Szybko zjadłam śniadanie i wyszłam do wytwórni płyt. Marsz nie zajął mi nie więcej niż 15 minut. Od razu na wejściu wpadłam na jakiegoś chłopaka, rzuciłam tylko ''sorry'' i poszłam dalej. Po paru minutach znalazłam mojego przewodnika.
-Dzień dobry Ashley!-Przywitał się-Margaret do mnie dzwoniła i mówiła, żebym zapoznał cię z chłopakami, no więc chodź!-Zachęcił mnie. Kiwnęłam głową. Przeszliśmy przez zatłoczony hol i po chwili znaleźliśmy się w windzie. Mężczyzna klikną przycisk na 8 piętro i metalowa klatka ruszyła do góry. Znaleźliśmy się na piętrze, przeszliśmy przez długi korytarz z chyba milionem dziwi, z różnymi napisami. Doszliśmy do ostatnich z złotym napisem One Direction. Mężczyzna popchną dziwi, weszliśmy do studnia nagraniowego. Od razu zauważyłam bandę rozwydrzonych chłopaków. Nie zauważyli mnie, więc usiadłam sobie na blacie obok laptopa. Pięciu chłopaków rzucało w siebie papierami do nut a przy tym śmiali się jak wariaci. Pan Simons postanowił się ulotnić i nie mieszać. Chłopaki zwrócili na mnie uwagę gdy dostałam od jednego z nich w twarz papierową kulką. Wściekła odrzuciłam papier w tego, który mnie nim rzucił. Chłopaki nagle przestali się wygłupiać i przysunęli sobie krzesła, usiedli naprzeciw mnie, jedne spytał.
-Okej...kim jesteś i co tu robisz?!-Parsknęłam śmiechem. Odpowiedziałam,szczerząc się radośnie.
-Jestem Ashley a wy?
-Ja jestem Harry Styles !-Powiedział ten sam chłopak. Po kolei przedstawiali mi się.
-Liam Payne!-Powiedział ciepło chłopak podobny do Harrego. Następnie przedstawił się jedyny blondyn
-Niall Horan
-Zayn Malik-Powiedział i zrobił pozę ''wschód słońca'' na co znów parsknęłam śmiechem. Przyszła pora na ostatniego chłopaka, odwróciłam się do niego i zamarłam, to właśnie na niego wpadłam w holu. Chciał się przedstawić ale do studia wpadł przysadzisty, ciemnoskóry ochroniarz o imieniu Cerbi.
-Ashley! Gdzie ona jest?!-Wrzasną na mnie. Zdezorientowana spojrzałam na niego pytającym wzrokiem, widząc moje zdziwienie dodał-Victoria! Gdzie ona jest?! Widziałem jak wchodzi zaraz po tobie do budynku!-Krzykną. Uniosłam ręce nad głowę i powiedziałam.
-Sorry Cerbi ale jej nie widziałam.-Grubasek wyszedł, po chwili usłyszeliśmy jakiś hałas z korytarza i krzyk ochroniarza
-Torii!-Szybko poderwałam się z miejsca, otworzyłam dziwi zalane żółtą farbą. Na ziemi siedział Cerbi z wiaderkiem na głowie. Spojrzałam trochę dalej, na podłodze z śmiechu zwijała się moja rudowłosa przyjaciółka Torii. Za pewne zrobiła jakiś kawał ochroniarzowi, zawsze to robi. Moja koleżanka uciekła a Cerbi zaczął ją gonić chciał się zemścić za farbę.
-Kto to Torii?-Spytał któryś z chłopaków stojąc za mną. Odwróciłam się jak oparzona, chłopak uśmiechna się tylko i dodał-Louis....jestem Louis Tomlinson-Uśmiechnęłam się i powiedziałam lekko zmieszana.
-No chłopaki...chcecie zwiedzić Londyn? Mogę was oprowadzić-Zaoferowałam. One Direction się zgodzili i razem poszliśmy do wyjścia. Obok wielkiego krzewu usadzonego w doniczce zauważyłam moją przyjaciółkę.
-Torii? Cerbi cię nie znalazł?-Zapytałam, rudowłosa rzuciła mi się na szyję i krzyknęła.
-Proszęęę! Gdzie kol wiek idziesz zabierz mnie ze sobą!
-Jasne! Jasne! Puszczaj!-Powiedziałam i oderwałam ją od siebie. Chłopaki patrzyli na nas lekko zdziwieni-Ach tak bym zapomniała! Torii to Harry, Liam, Niall, Zayn i Louis chłopaki to Victoria-Przedstawiłam ich sobie. Ruda uśmiechnęła się do każdego i powiedziała.
-Mówcie mi po prostu Torii, gdzie idziecie?-Zwróciła się do mnie.
-Chce pokazać chłopakom Londyn, ty też idziesz z nami prawda chłopcy?-Spytałam ich, wszyscy kiwnęli głowami a Harry krzykną
-Jasne, że Tortilla idzie z nami!-Wszyscy wybuchliśmy śmiechem, Torii naburmuszyła się trochę ale po chwili znów była wesoła, za sprawą Stylesa. Raźnym krokiem ruszyliśmy przez zatłoczony Londyn. Liam chciał chwilę popatrzeć na wystawę z gitarami, ja z rudą odeszłyśmy na bok.
-Nie uważasz, że Harry jest uroczy?-Spytała. Zaśmiałam się i odpowiedziałam.
-Każdy z nich jest przystojny...podoba ci się Harry?-Mój głos pełen podejrzeń wywołał śmiech u mojej koleżanki.
-Nie...może troszeczkę-Uśmiechnęła się słodko. Przytuliłam ją i wróciłyśmy do chłopaków.
-Ej Torii masz chłopaka?-Spytał Zayn, trochę mnie to zdziwiło ją pewnie też. Wydawało mi się, że Harry ciągle się na nią patrzy.
-Em...nie...miałam ale zerwaliśmy...a co?-Spytała ''Tortilla''.
-Bo Harry był ciekawy
-Debilu! Miałeś tego nie mówić!-Skarcił go loczek, ukradkiem spojrzałam na moją przyjaciółkę, lekko się zarumieniła z resztą Styles także. Nasz dobry humor przerwał ktoś, kogo nie chciałam widzieć na oczy a mianowicie...
-Hej Torii...możemy pogadać?-Zack...tak EX-chłopak mojej naj. kumpeli podszedł do niej jak gdyby nigdy nic i spytał się, czy mogą pogadać. Victoria kiwnęła tylko głową, odeszli od nas na parę metrów. Próbowałam wychwycić choć skrawek rozmowy ale ruchliwa ulica mi na to nie pozwalała.
-O nie! Zapomnij!-To jedyne co usłyszałam, potem zobaczyłam jak Torii uderza Zacka w twarz, po prostu go spoliczkowała.
-Uuu nie miło!-Zaśmiał się Louis stojąc za mną. Torii odeszła od niego wkurzona, chłopak nie dał za wygraną złapał ją mocno za nadgarstek odwróciła się, a Zack chciał ją uderzyć. Nie wiedziałam co mam robić zamknęłam oczy czekając aż coś się stanie ale nic...uchyliłam jedną powiekę i aż zaniemówiłam. Pięść Alexandra została zatrzymana przez Harrego. Loczek lekko odepchną ruda do tyłu. Podbiegłam do niej i poszłam w tył, do chłopaków. Każdy z nas patrzył jak Harry obrywa w twarz od Zacka, chciałam coś zrobić, ale ciało odmówiło posłuszeństwa. Reszta z 1D odciągała Harrego od napastnika. Zack w końcu odpuścił, podszedł do Torii i złapał za ramiona.
-Jesteś moja! Jeszcze raz zobaczę, cię z nimi, to mi za to zapłacisz i oni też!-Wrzasną na nią. Victoria zalała się łzami, jej były odszedł, a ja przytuliłam moją przyjaciółkę.
-Ashley...-Łkała-Proszę...chodź do mnie do domu-Poprosiła. Chłopaki poszli z nami do domu, który kiedyś kupili rodzice Torii specjalnie dla niej na 18 urodziny. Weszliśmy do domu, nie! Weszliśmy do willi! Dom rudowłosej był tak duży, że nie można go porównywać do zwykłego domeczku na przedmieściach tylko do willi. Harry strasznie krwawił z nosa i wargi, chłopak poszedł do łazienki zmyć ślady po bójce a cała nasza szóstka usiadła w przestronnym, nowoczesnym salonie. Torii poszła po szklanki i coś do picia.
-Biedny Harry-Stwierdziłam. Pierwszy odezwał się Liam
-Ta...spokojnie Harry się z tego wyliże-Puścił do mnie perskie oko. Wtedy przyszła Torii i Harry. Rudowłosa usiadła obok mnie na kanapie, a Styles naprzeciw nas, na małym taborecie.
-Ej...co porobimy?-Zapytał loczek przeczesując ręką kręcone włosy.
-Mam pomysł!-Krzykną Zayn-Dajecie zagramy w Pytanie czy Wyzwanie co?-Wszyscy się zgodziliśmy. Usiedliśmy w kręgu na podłodze, moja przyjaciółka poszła po butelkę. Trochę dziwnie się czułam siedząc między Niallem a Louisem. Pierwszy kręcił Harry i padło na mnie.
-Pytanie czy wyzwanie?-Spytał znaną formułkę. Wybrałam pytanie-miałaś kiedyś chłopaka?
-Przez matkę nie mogę mieć-Odpowiedziałam sucho i zakręciłam butelką. Pięknie!
-No Torii...Pytanie czy wyzwanie?-Spytałam z chytrym uśmiechem. Ruda zamyśliła się i powiedziała
-Wyzwanie, zobaczymy co wymyślisz-Bez zastanowienia odpowiedziałam to co planowałam już dłuższy czas.
-Przytul Liama i Harrego-Oni siedzieli, najbliżej niej więc wybrałam ich na jej ofiary. Victoria rzuciła, że się zemści i wpierw przytuliła Stylesa a potem jego sobowtóra. Dziewczyna zakręciła plastikiem i padło na Louisa. Chłopak wybrał wyzwanie, a niech go szlag!
-Hmm...przepraszam Louis ale to będzie moja zemsta na pannie ''przytul'' no wiec...-Niech w końcu powie jakie ma dla niego zadanie a nie będzie to tak przeciągać! Ja ją kiedyś zabije-Okej...żeby nie było, że myślę o dziwnych rzeczach to ją przytul-Chłopaki zaśmiali się na wzmiankę o ''dziwnych rzeczach''. Brunet przytulił mnie a potem pokręcił butelką. Zayn, wybrał wyzwanie i miał zatańczyć makarenę. Wszyscy śmialiśmy się jak chłopak się wygłupiał. Po paru rundkach gry znów tortilla trafiła na mnie.
-Pytanie czy wyzwanie?-Spytała. Wybrałam pytanie i od razu pożałowałam-Który chłopak z tu obecnych jest najprzystojniejszy?
-Em...ja...sama nie wiem-Bąknęłam. Torii popatrzyła na mnie triumfalnie.
-Musisz jednego wybrać, no dalej Ashley-Zachęciła mnie-Cóż możesz jeszcze wybrać wyzwanie ale wtedy będziesz musiała je spełnić-Dodała. Bez namysłu chciałam wyzwanie. Torii znów uśmiechnęła się chytrze-Pocałuj w policzek najprzystojniejszego chłopaka z One Direction!-Przegięła! Jeśli wybiorę Harrego będzie na mnie zła, a jeśli innego to będzie sugerować, że ON mi się podoba. Myśl Ashley co masz do cholery robić?! Zamknęłam oczy z, których spłynęły łzy, nie zważając na to, że wszyscy się na mnie patrzą pobiegłam szybko do łazienki znajdującej się na piętrze domu. Zamknęła za sobą dziwi i usiadłam na posadzce, przyciągnęłam kolana pod brodę, ręce położyłam na nogach i zaczęłam płakać. Usłyszałam ciche skrzypnięcie dziwi. Nie wiedząc kto to rzuciłam
-Nie chcę nikogo widzieć! Spadać!
-Nawet mnie?-Usłyszałam pełen żalu głos. Po chwili chłopak usiadł obok mnie, podniosłam wzrok na jego błękitne tęczówki. Odwróciłam twarz, nie chciałam, żeby kto kol wiek mnie widział w takim stanie.
-Louis możesz wyjść? Chcę zostać sama-Chłopak nie dał za wygraną, przytulił mnie do siebie. Powiedziałam, że chce zostać sama ale tak naprawdę błagałam, żeby został ze mną.
-Lepiej ci już?-Spytał. Pokiwałam głową. Chłopak chciał wstać ale złapałam go za rękę, obrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie z czułością.Uklękną obok mnie i skrawkiem bluzki starł mi rozmazany tusz z policzków.
-Dziękuję-Powiedziałam-Idziemy?-Louis skiną głową i razem zeszliśmy do reszty. Gdy tylko tam się znaleźliśmy Torii powiedziała mi szeptem, że Harry zaprosił ją na spacer. Próbowałam się cieszyć tak jak ona ale w głowie miałam tylko niebieskie tęczówki.
_______________________________________________________________________
CDN
Pierwszy rozdział, jak się podoba? :3
środa, 3 kwietnia 2013
Bohaterowie
Harry Edward Styles-Miły, koleżeński 18 latek. Ma niesamowity głos i talent. Jest członkiem zespołu One Direction.
Liam James Payne- 19 letni, przystojny chłopak z niesamowitym głosem, członek One Direction. Zawsze ma milion pomysłów na minutę, jest nazywany ''drugim Harrym'' przez swoje włosy i charakter.
Louis William Tomlinson-Najstarszy z zespołu, 21 latek o czarującym uśmiechu i oczach. Tak samo jak jego przyjaciele z One Direction Louis jest niesamowicie utalentowany
Zayn Javadd Malik-19 letni ''śmieszek'' często wygłupia się ale tak jak Niall potrafi zachować powagę. Jest ''głową'' zespołu, gdy jest jakiś konflikt do akcji wkracza on i łagodzi sprawę.
Victoria Amber-19 letnia, rudowłosa dziewczyna.Przyjaciele mówią na nią Torii. Jest sympatyczna i strasznie odważna. Nie boi się wyzwań, zawsze pomaga swoim przyjaciołom. Ma zatargi ze swoim byłym chłopakiem Zackiem.
Ashley Evans-18 letnia dziewczyna o zabójczym poczuciu humoru. Zawsze chętnie zaprzyjaźnia się z innymi. Jest najlepszą przyjaciółka Victorii.
Zack Alexand-Dość przystojny 20-latek o nietypowym charakterze. Zack jest tak zwanym ''Damskim Bokserem'' nie ważne czy chłopak czy dziewczyna on potrafi uderzyć każdego. Po zerwaniu z Torii robi wszystko, żeby znów z nim była.
Witam, witam
No witam :D Wiem,że jest dużo blogów o 1D ale też zacznę coś pisać :3 Zachęcam do komentowania :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)







