piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 2: Za drzwiami.

Koło 18.00 byłam w domu, gdy tam się tylko znalazłam zobaczyłam, że moja mama ubiera się...tak jakoś ładnie! Czerwona sukienka, pofalowała włosy i zrobiła dość ładny makijaż.
-Mamo...? Czy ktoś się żeni?-Spytałam uśmiechając się. Mama popatrzyła na mnie z politowaniem i powiedziała.
-Wychodzę na randkę, a jak chłopaki z One Direction?-Co?! Mama wychodzi?! I to na randkę?! To musi być tylko sen.
-Mamo...ty i randka? To tak jak ja i chłopak!-Krzyknęłam. Margaret pokręciła głową i powiedziała
-Wychodzę z Simonse, wrócę późno...no a jak 1D fajni są?
-Dobra, dobra możesz iść...no oni są sympatyczni zwłaszcza taki jeden-Za późno ugryzłam się w język. Moja rodzicielka odwróciła się i spojrzała na mnie z złością.
-Wiesz co myślę o chłopakach prawda?! Cóż...dobra, na stole zostawię ci kluczyki od sali w której dzisiaj byłaś, weź papiery z tej małej sali z mikrofonem, za tą szybą wiesz chyba o co mi chodzi? Tylko uważaj bo klamka może wypaść. Ide pa!-Krzyknęła i wyszła. Matka chce, żebym weszła za lustro weneckie, jak jest się za nim to nic nie słyszy się z zewnątrz ani nie widzi. Poszłam do mojego pokoju. Wzięłam gitarę leżącą na moim łóżku usiadłam i zaczęłam grać. Wymyśliłam kiedyś własną piosenkę, pamiętałam zawsze do niej akordy. Jednak teraz nie mogłam się skupić, ciągle się myliłam. Postanowiłam jeszcze dzisiaj pójść po papiery do studia chłopaków, wytwórnia automatycznie zamyka się o 20.00 na zatrzaski. Ubrałam trampki, i  dodatkowo założyłam skórzaną kurtkę bo pomyślałam, że może być chłodno. Wzięłam kluczyki do studia i szybko pobiegłam do budynku. Mięło parę minut, w biegu spotkałam Cerbiego powiedział, żebym uważała i wyszła przed 20.00. Oczywiście posłuchałam jego polecenia, szybko pomknęłam do windy i już po chwili byłam na 8 piętrze. Przebiegłam przez korytarz jak gepardzica i weszłam do studia. Gdy zamknęłam dziwi coś za mną brzdęknęło ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Poszłam za lustro weneckie i chciałam wziąć papiery ale coś mnie powstrzymało. W sali panował pół mrok ale i tak dostrzegłam leżącą pod krzesłem gitarę akustyczną. Nigdy na takiej nie grałam, zawsze miałam tylko klasyczną. Usiadłam na stołku i zagrałam ''moją'' melodię. Wtedy ktoś wszedł do studia nagrań...

Oczami Louisa
Musiałem się wrócić po moją gitarę, którą zostawiłem w studiu. Gdy tylko znalazłem się przed drzwiami usłyszałem jakąś nieznaną mi melodią na gitarze. *Pewnie któryś z chłopaków* pomyślałem i wszedłem do środka. Przeszedłem przez pokój z kontrolkami, laptopem i innymi rupieciami i wszedłem do ''właściwego'' studia. Od razu zamarłem, to nie był żaden chłopak z naszego zespołu tylko Ashley! Ona potrafi grać na gitarze? Dziwne nic nie wspominała. Blondyna od razu jak mnie zobaczyła spłonęła rumieńcem i upuściła moją gitarę. Podszedłem do niej i spojrzałem jak łzy zachodzą jej za oczy, zrezygnowany usiadłem obok stołka na ziemi i chwyciłem gitarę w ręce, podałem je Evans i powiedziałem cicho. 
-Proszę zagraj to jeszcze raz-Spojrzała na mnie swymi pięknymi niebieskimi, jak atrament oczami i zaczęła grać melodię. Teraz brzmiała zupełnie nie jak ta melodia sprzed paru chwil. Położyłem  rękę na jej ramieniu delikatnie ocierając opuszkami palców jej szyję, był to przypadek ale spodobało mi się jak ona na to zareagowała. Ashely zadrżała na całym ciele, dlaczego ona tak reaguje na mnie?! 
-Spokojnie Ashley...chyba nie możesz się skupić prawda?-Zapytałem. Blondynka odwróciła głowę w moją stronę i zaczęła ale jej przerwałem
-Ja...
-To przeze mnie?-Wytrzeszczyła na mnie oczy i szybko uciekła wzrokiem gdzie indziej. Wstałem i objąłem ją od tyłu zatrzymując dłonie na jej dłoniach. Zsunąłem się delikatnie do tyłu, tak żeby dziewczyna usiadła mi na kolanach, na podłodze. Twarz położyłem na jej ramieniu, operowałem jej palcami jakby była bezwładną marionetką. Zacząłem razem z nią grać wpierw zwykłe akordy a potem ona przejęła kontrolę i zamieniła układ dłoni. Teraz ja szarpałem za struny i tworzyłem akordy a ona sterowała moimi rękami, żebym grał melodie jaką przedtem ona zagrała. Spodobało mi się to, że Ashley kiedy gra jest sobą. Nagle dziewczyna puściła moje dłonie i położyła je na swoich kolanach. Odłożyłem gitarę na bok i spytałem.

-Coś się stało?-Pokręciła głową i wstała. Poszedłem za nią do wyjścia, gdy chciała chwycić za klamkę okazało się, że jej nie było! Zobaczyłem ją pod jej stopami, podniosłem i próbowałem wcisnąć w  miejsce z, którego wypadła ale na nic! Rozejrzałem się po pomieszczeniu i zobaczyłem, że jedna z rur znajdujących się pod sufitem jest pęknięta. 

-Louis...chyba jesteśmy uwięzieni tutaj...co mamy robić?-Spytała prawie, że płacząc. Spojrzałem na nią i chciałem powiedzieć, żeby się nie martwiła, bo jakoś stąd wyjdziemy ale wbrew swojej woli powiedziałem
-Nie wiem co mamy robić...Zaraz...dlaczego ja to powiedziałem?-Spytałem bardziej siebie niż jej. Ashley podniosła na mnie wzrok i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. 
-Gaz prawdy-Szepnęła, zdziwiłem się trochę. Ashley to chyba zauważyła bo dodała-Kiedyś na chemii, pani mówiła, że jeśli z rur wydobędą się odpowiednie pierwiastki to może powstać gaz przez, który ludzie mówią prawdę. Pokręciłem głową i usiadłem pod ścianą, dziewczyna obok mnie. 
-Boisz się?-Spytałem. Ona pokręciła głową-Jak to...nie boisz się?
-Nie...bo jesteś tu...to znaczy...ja...och! przeklęty gaz!-Wrzasnęła. Objąłem ją a ona znów zadrgała. 

Oczami Harrego 

Gdzieś tak o 19.00 podeszłem pod dom Torii, zapukałem, otworzyła mi rudowłosa. Wyglądałacudnie! Włosy upięła frotką zostawiając grzywkę na prawy bok i delikatne pasma po bokach. -Idziemy?-Spytałem uśmiechając się. Torii skinęła głową i oboje ruszyliśmy w stronę parku. Znaleźliśmy pustą ławkę i usiedliśmy na niej. Od razu w oczy rzucił mi się ten oblech Zack. Odkręciłem się w stronę Victorii i powiedziałem. -Torii...mam takie głupie pytanie lubisz mnie?-Spytałem. Przy niej czułem, że mógłbym zrobić wszystko. Dziewczyna lekko się zarumieniła i szepnęła-Tak...nawet bardzo-Uśmiechnąłem się szeroko. Ucieszyło mnie to, że mnie lubi. Delikatnie położyłem jej rękę na policzku. Zdziwiona spojrzała na mnie ale nic nie powiedziała, przybliżyłem się delikatnie. Po chwili byliśmy dość blisko siebie, żeby czuć na skórze swoje oddechy. Jednak nie od razu się pocałowaliśmy, lekko muskaliśmy się wargami. Po chwili Torii pocałowała mnie z uczuciem.

Oczami Ahley
Dlaczego on to robi? Dlaczego mnie przytula? Dlaczego chce być blisko mnie? Tyle myśli kołatało mi się w głowie, jednak po chwili usłyszałam trzaskanie zamków z zewnątrz i już wiedziałam, że jesteśmy zamknięci na cztery spusty. Siedziałam opierając się o ramie Louisa i nie wiedziałam o czym z nim rozmawiać. Lubiłam go ale czy on mnie też? Postanowiłam zapytać, przecież jesteśmy pod gazem prawdy więc czemu nie?

-Louis?-Szepnęłam. Chłopak ockną się, bo chyba przysypiał.
-Tak? O co chodzi?
-Lu...lubisz mnie?-Zająknęłam się. Chłopak przytulił mnie jeszcze mocniej aż nie mogłam oddychać, powiedział.
-Gdyby nie to, że jesteśmy pod działaniem tego cholernego gazu nie powiedziałbym ci tego ale...ja Cię Kocham Ashley-Wyswobodziłam się z jego uścisku i spojrzałam na jego twarz. Położył mi rękę na szyi, zmrużył oczy i zaczął przybliżać swoją twarz do mojej, zrobiłam to samo co on. Przez chwilę poczułam jego ciepły oddech na ustach a już po chwili gorący pocałunek. Olbrzymia chmara motyli poruszyła mi się w brzuchu i chciała wylecieć przez usta. Odsunęliśmy się od siebie, spojrzałam na jego błękitne tęczówki, nie miałam pojęcia jak się zachować.
-Przepraszam...ja nie powinienem...przepraszam-Wyjąkał i odsuną się od mnie bardziej. Westchnęłam i przysunęłam się do niego, oparłam głowę o jego ramię i powiedziałam.
-Nie przepraszaj...Kocham Cię-Wtuliłam się mocniej w niego
-Ashley, chcesz być moją dziewczyną?-Spytał. Wspomogłam się na łokciach i pocałowałam go w policzek-Uznam to za tak-Zaśmiał się. Tak zasnęliśmy.

Oczami Harrego
Po odprowadzeniu mojej dziewczyny Torii udałem się do domu, byłem bliski willi w, której mieszkałem z chłopakami gdy ktoś mnie zatrzymał i popchną na płot. Był to nie kto inny jak Zack.

-Czego chcesz?-Warknąłem. Brunet zaśmiał się i krzykną mi w twarz.
-Trzymaj się od Torii z daleka! Ona jest moja! Jeśli cię z nią zobaczę to jej stanie się krzywda, zobaczysz!-Odszedł zostawiając mnie z mętlikiem w głowie. Zrezygnowany poszedłem dalej do domu. Gdy tylko się tam znalazłem podbiegł do mnie Liam
-Harry! Louis znikną! Powiedział, że idzie do wytwórni bo zostawił tam gitarę a jest już 21.30 więc wytwórnia jest zamknięta, wyszedł po 18.00 i go nie ma! Ja...dzwoniłem do Ashley ale nie odbiera, Louis też. Napisałem do Torii...odpisała, że Ashley też jest w wytwórni!-Krzykną i zaczął krzątać się po holu głównym. Westchnąłem i powiedziałem.
-Słuchaj...jeśli on jest z Ashley to świetnie! A jeśli nie to mamy peszka! Będzie dobrze, zobaczysz-Pocieszyłem go i poszedłem do siebie, do pokoju. Szybko położyłem się do łóżka, jednak nie mogłem spać, ciągle myślałem o tym co mi powiedział Zack i czy Torii nic się nie stanie. CDN. I jak? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz